Autorem poniższego tekstu jest Maciej Lewandowski.
http://macieklew.wordpress.com/, http://fabrykaslow.eu/
Im bliżej daty rozpoczęcia Igrzysk w Pekinie, tym więcej głosów krytycznych w światowych mediach. Zarówno europejscy, jak i amerykańscy dziennikarze zwracają coraz większą uwagę na fakt, iż – wbrew oczekiwaniom kibiców i sportowców oraz wbrew zapewnieniom chińskich dygnitarzy – tegoroczne Igrzyska Olimpijskie mogą być czymś diametralnie różnym od wielkiego święta sportowego. The Washington Post pisze, że zbliżające się Igrzyska prawdopodobnie upłyną w atmosferze wszechobecnej cenzury, inwigilacji i policyjnego nadzoru. Władze w Pekinie już w tej chwili zakazały bezpośrednich relacji telewizyjnych z placu Tiananmen, a amerykański Departament Stanu w swym oficjalnym biuletynie ostrzega rodaków wybierających się na Olimpiadę przed możliwością bezkarnego przeszukiwania ich pokojów hotelowych przez miejscowe służby policyjne. Chińskie władze – w odpowiedzi – stwierdzają, iż każdy głos krytyczny jest próbą nawoływania do bojkotu Igrzysk.
Autorka artykułu proponuje, zamiast bojkotu, przeniesienie Igrzysk do innego państwa – twierdzi, że wciąż jest na to wystarczająco dużo czasu i zarówno Ateny, jak i Sydney są gotowe do przejęcia imprezy. O doprowadzenie do obecnej – krytycznej – sytuacji, Sally Jenkins oskarża nie tylko chińskich organizatorów imprezy, ale także Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Podkreśla, że postępowanie MKOl spowodowane jest jego słabością, a powtarzana z uporem fraza o apolityczności Komitetu jest po prostu nieprawdziwa (przywołuje przykład wieloletnich sankcji nałożonych przez MKOl na RPA w czasach panującego tam apartheidu). W równej mierze co wspomniane dwa podmioty, obwinia ona wielkie koncerny, będące partnerami i sponsorami Igrzysk. Koncerny te, po zainwestowaniu miliardów dolarów, nie mogą sobie po prostu w tej chwili pozwolić na jakiekolwiek nieporozumienia z organizatorami Igrzysk.
Wielkie pieniądze
CNN Money pisze o miliardach dolarów przeznaczonych na sponsorowanie Igrzysk i o następnych miliardach przewidywanych – w okresie najbliższych paru lat – zysków. 1,5 miliarda dolarów zapłaciła sieć NBC za prawa do transmisji zmagań olimpijczyków w 2006 (Turyn) i w 2008 (Pekin) roku – spodziewane zyski mają być większe niż suma zainwestowanych pieniędzy. Podczas Igrzysk w Atenach przychody z samych tylko reklam telewizyjnych wyniosły dokładnie 1,5 miliarda dolarów, a większość czasu reklamowego przeznaczonego na tegoroczne transmisje jest już przez NBC sprzedana.
Na porównywalne zyski liczą międzynarodowe sieci hotelarskie (Marriot), linie lotnicze (United), dostarczyciele energii (Aggreko) czy przedsiębiorstwa budowlane (United Technologies). Kontrakty dla obsługujących Igrzyska firm opiewają na setki milionów dolarów, a dodatkowym zyskiem dla tych przedsiębiorstw jest nawiązanie długotrwałych stosunków handlowych z przedstawicielami najdynamiczniej rozwijającego się rynku światowego.
Przedstawiciele Adidasa szacują, że dzięki udziałowi w tegorocznych Igrzyskach, wartość sprzedaży produktów ich marki osiągnie w roku 2010 wielkość 1,6 miliarda dolarów.
Według The Wall Street Journal, kwota zapłacona przez sponsorów to rekord wszech czasów – 120 milionów dolarów, zaś koszt sponsorowania samej ceremonii zapalenia znicza olimpijskiego to około 20 milionów dolarów – wszystkie te nakłady muszą się zwrócić sponsorom w przeciągu paru lat. Przypatrując się tym liczbom, nie dziwi już fakt, iż przedstawiciele GE (i NBC) nie chcą rozmawiać o chińskiej cenzurze, twierdząc, że ich zadaniem jest pokazywać to, co jest do pokazania (jakby wydarzenia związane z Igrzyskami, a odbywające się na placu Tiananmen, nie były warte transmisji telewizyjnych), a właściciele Coca-Coli z ochotą dają pieniądze na przetransportowanie olimpijskiego ognia przez tereny Tybetu i Mount Everest (amerykańscy komentatorzy zastanawiają się, czy z taką samą ochotą przystaliby oni na podróżowanie znicza po Guantanamo Bay). Inwestycje muszą przynieść zysk – cena nie gra roli…
Wielkie korporacje
Rozważając różne rodzaje protestu i ewentualnych przyszłych działań wszystkich zainteresowanych stron, uwagę zwraca pomysł akcji przedstawiony przez znaną amerykańską aktorkę Mia Farrow na stronie Dream for Darfur. Farrow namawia światową społeczność do wywierania nacisku na sponsorujące koncerny - nacisku mającego na celu podjęcie przez te firmy konkretnych działań, w wyniku których rząd i chińscy działacze olimpijscy zmuszeni będą do zmiany swej polityki wobec Darfuru i Tybetu, a także do zmiany oblicza Igrzysk w taki sposób, aby stały się one prawdziwym sportowym świętem całego świata. Aktorka podaje różne sposoby wpływania na sponsorów: od pisania listów i petycji, poprzez demonstracje, a na wyłączaniu telewizorów podczas nadawania reklam, skończywszy. Pojawiają się również inne propozycje (także w Polsce) – na przykład bojkot towarów produkowanych lub sprzedawanych przez sponsorów Igrzysk.
Uważa się, iż działania wymierzone w korporacje współfinansujące olimpijskie zmagania mogą być skuteczną formą walki o zmianę postępowania chińskich władz właśnie dlatego, że wielkie pieniądze, jakimi dysponują te koncerny, są najefektywniejszą formą nacisku – także na polityków.
Ciekawe, czy akcje te przyniosą jakikolwiek skutek, czy może ziści się życzenie felietonistki The Washington Post i Igrzyska zostaną przeniesione do innego kraju? Na bojkot bowiem nie ma co liczyć – show must go on…
Do głównych partnerów olimpijskich należą: Coca Cola, Atos Origin, GE, Johnson & Johnson, Kodak, Lenovo, Manulife, McDonald’s, Omega, Panasonic, Samsung, Visa, Bank of China, CNC, Sinopec, China Mobile, Volkswagen, Adidas, Air China, PICC oraz State Grid. Pełna lista partnerów i sponsorów zamieszczona jest na oficjalnej stronie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.