Organizacja igrzysk to gigantyczne przedsięwzięcie biznesowe. Olbrzymie inwestycje firm w marketing wokół olimpiady stoją teraz pod znakiem zapytania.
Oczywiście łatwo, stojąc z boku kontestować olimpiadę. Ale postawmy się na chwilę w roli koncernu, który w dobrej wierze został sponsorem olimpiady. No właśnie, tutaj pojawia się pierwszy dylemat – czy w dobrej wierze? W jaki sposób to ocenić? Przeciwnicy powiedzą, że z góry było wiadomo, że impreza odbędzie się w Chinach – można zatem było przewidzieć protesty. Co zatem kierowało decyzjami firm o „wejściu” w tego typu przedsięwzięcie?
Co zrobić w sytuacji, w której setki milionów produktów na świecie ma nadrukowane logo igrzysk, które zamiast pozytywnie, zaczyna się kojarzyć – powiedzmy, co najmniej dwuznacznie.
Można oczywiście cały czas utrzymywać, że obecne protesty i dyskusje to mało znaczące wydarzenia w całym obrazie olimpiady. „Przeciętnego” konsumenta, sprawa Tybetu może tak naprawdę mało interesować.
W tej chwili na pewno rosną portfele branży public relations. Spece od PR na całym świecie myślą nad tym w jaki sposób poradzić sobie z tą sytuacją. Moim zdaniem igrzyska, będą bardzo ciekawym sprawdzianem nie tylko dla postaw sportowców, polityków, działaczy praw człowieka, władz Chin, ale także dla firm.
Jakie mogą być strategie firm wobec obecnej sytuacji:
- Odsuwanie od siebie problemu, czyli: „polityka nas nie dotyczy”. To sprawy którymi powinny zająć się organizacje międzynarodowe, np. ONZ.
- Koncentrowanie się wyłącznie na pozytywnych aspektach, czyli - liczy się „idea olimpijska”, interesuje nas zdrowy duch rywalizacji.
- Odwracanie kota ogonem: „dzięki temu, że olimpiada jest w Chinach, wreszcie sprawa praw człowieka może zyskać na rozgłosie. Wykorzystajmy to.” (co może akurat mieć duży sens)
- Spłaszczanie tematu: „protesty w Tybecie nie mają związku z olimpiadą, odbywały się już wcześniej”.
- Przenoszenie odpowiedzialności: „to MKOL jest gospodarzem imprezy, i jeśli uzna za stosowne zmianę formuły igrzysk, to się podporządkujemy.
- Strategia na litość: „Nie możemy pozwolić, aby sportowcy, którzy ciężko przygotowywali się przez ostatnie lata, byli ofiarami tej sytuacji.”
I oczywiście jest jeszcze jedna strategia, która jakoś nie przyszła mi spontanicznie do głowy:
- Tak. Pomyliliśmy się. Ta sytuacja nie wygląda za dobrze. Niestety nie możemy się wycofać ze względu na zobowiązania finansowe (przeznaczyć powierzchnie reklamowe dla organizacji charytatywnych?)
Oczywiście zawsze można schować głowę w piasek i nic nie zrobić (strategia na przetrwanie, „jakoś to będzie”).
Myślę, że podejście rożnych firm i instytucji (w tym mediów) powie ludziom wiele o ich charakterze. Powie także im samym. Dla mnie to największy zysk z całej tej sytuacji, i tak na to patrzę – na podstawie naszych wyborów (lub zaniechań) możemy się dużo o sobie i o innych dowiedzieć.