April 3rd, 2008 by Ania
We wczorajszej wrocławskiej “Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst, będący głosem w dyskusji na temat celowości protestowania przeciw wydarzeniom w Tybecie. Autor publikacji, Mirosław Maciorowski, poruszył ten temat przy okazji niedawnego pomysłu nadania Dalajlamie tytułu honorowego mieszkańca Wrocławia.
Jego wypowiedź ma jednak charakter bardziej uniwersalny, ponieważ porusza on problem częstych ostatnimi czasy opinii, że masowa mobilizacja sił przeciw przemocy w Tybecie to jedynie ‘trend’, ‘lans’ i ‘hipokryzja’. Autorzy takich opinii stwierdzają często, że do protestów się nie przyłączają, bo nie chcą ulegać “owczemu pędowi”.
Ze swojej strony mogę powiedzieć jedynie tyle, że wolę być posądzona o hipokryzję i podatność na uleganie wpływom, niż postępować wbrew własnemu sumieniu. Zachęcam do zapoznania się z opinią Maciorowskiego który, moim zdaniem, trafnie odniósł się do podobnych opinii. Poniżej przytaczam fragmenty - całość publikacji znajduje się tutaj.
Pomysł, by nadać duchowemu przywódcy Tybetańczyków honorowe obywatelstwo Wrocławia, wzbudził kontrowersje. Każdy ma prawo do swojej opinii, na przykład, że to niepotrzebne, ważne jednak, jak ją uzasadnia. Dwie tezy postawione w komentarzach na ten temat mocno mnie zdziwiły i każą zaprotestować
Naczelny “Polski Gazety Wrocławskiej” Marek Twaróg w sobotę napisał: “W głębi duszy nie zajmuje nas Tybet, tak jak - nie przymierzając - kiedyś nie obchodziły nas żuczki w Dolinie Rospudy. Ale skoro wszyscy protestują, to wypada też wyrazić swój sprzeciw”. W domyśle: Nie protestujmy koniunkturalnie, wtedy gdy wszyscy protestują w tej samej sprawie. Bo to fałszywe.
By nie być więc posądzonym o fałsz, powinniśmy wypiąć się więc na żuczki i tybetańskich mnichów i pójść pod prąd ogólnej tendencji bez zastanawiania się nad sensem tego, co się w Tybecie czy w Dolinie Rospudy dzieje. Przyznam, że ja wolę być wyzywany od koniunkturalistów i reagować zgodnie z modą. Zupełnie inaczej też patrzę na samą istotę protestowania. Najpierw diagnozuję, co się dzieje, a potem podejmuję decyzję. I jak trzeba, protestuję, choć wiem, że nikt w świecie tego protestu nie usłyszy. Bo nie zgadzam się, że protest nieusłyszany nie ma sensu. Ma, i to wielki.
W grudniu 1981 roku, po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, w Stanach Zjednoczonych zorganizowano solidarnościową imprezę muzyczną, podczas której zaśpiewali (jeśli mnie pamięć nie myli) m.in. Joan Baez i Frank Sinatra. I choć koncert nie przyniósł spektakularnego efektu - nic się po nim w Polsce na lepsze nie zmieniło - to miał wielkie znaczenie. I nie chodzi mi tu o jakieś tanie wzruszenia. Tak tłumaczył sens tej imprezy felietonista “Wolnej Europy”: “Polsce pomaga dziś każda manifestacja piętnująca władze komunistyczne i stan wojenny. Bo po prostu buduje jednoznaczną opinię o tych wydarzeniach w rejonach świata, gdzie mieszkają ludzie, którym los Polaków na pozór jest obojętny”.
To wciąż aktualne i podpisuję się pod tym obiema rękami. Właśnie po to wykonujemy takie “puste” i nikomu niepotrzebne gesty, by jednoznaczna opinia o negatywnym wydarzeniu upowszechniała się. To gest potrzebny bardziej nam tutaj, niż Tybetańczykom w Tybecie. Właśnie przede wszystkim dlatego powinniśmy go wykonywać. Mam też pewność, że wcale nie chodzi w tym wypadku jedynie o nasze dobre samopoczucie, a jeśli komuś o nie chodzi, to ma duży problem.
(…)
Propozycja uhonorowania Dalajlamy, która w istocie jest propozycją protestu wobec przemocy dziejącej się w Tybecie, wywołała więc we Wrocławiu różne poglądy i różne ich umotywowanie:
1. Cyniczny: Nie protestować, bo nie można tego robić tylko dlatego, że tak wypada. To pusty gest, dający tyle co nic.
2. Pragmatyczny: Nie protestować w sytuacjach, gdy oprotestowany może nam zaszkodzić. Więcej na tym stracimy, niż zyskamy.
3. Heroiczny: Protestować, zawsze, gdy dzieje się zło, bez względu na to, czy głos usłyszą ci, którzy zło czynią.
k.:
Ja się sprzeciwiam bo nie lubię gdy inni cierpią.
Antananarywa89:
Chciałbym jeszcze raz zwrócić uwagę na jedną rzecz. W Tybecie są łamane prawa człowieka. Ale czy tylko tam? A poza tym, dlaczego akurat pare miesięcy przed olimpiadą wszystko wyszło jakoby na jaw?
Moim zdaniem to po prostu sposób USA, żeby pod przykrywką praw człowieka, demokracji (która jest “lokomotywą narodów” itp. - skąd my to znamy) uniemożliwić Chinom wyjście z izolacji międzynarodowej. Sam obawiam się potęgi gospodarczej Chin, ale takie afery są po prostu zwykłą mało wymyślną imitacją walki o wolność.
Czy ktoś się zastanowił, cz można tak po prostu (zgodnie z prawem międzynarodowym) odrywać część państwa od Chin? Czy to nie jest przeciw zasadzie “jedności państwa”, którą to USA zasadę popiera np. w Gruzji, Mołdawii; ale w tych, państwach, których już Amerykanie nie lubią - wszyscy mają być wolni i niepodlegli. To są tzw. ‘podwójne standardy’.
Dlaczego USA pompuje pieniądze na Tybetańczyków akurat teraz? Dlaczego nikt nie protestuje przeciw łamaniu praw człowieka w USA (Guantanamo - tortury, imitacje zatonięć więźniów, kłamliwa i nieuzasadniona wojna w Iraku, tortury więźniów, kara śmierci), dlaczego nikt ich olimpiady nie zbojkotował? Czy wojna w Iraku jest uzasadniona? Protesty w świecie “Zachodu” pokazują tylko, że świat jest ‘jednopolarny’ i wszystkie oskarżenia są wystawiane wybiórczo.
Polska tylko podąża za oskarżeniami, które stawiają USA. A grzechów innych państw, które organizowały bądź będą organizować olimpijskie zawody jest b. długa. Szkoda, że są one tak wybiórczo traktowane.
Antananarywa89, a czy Chiny kiedyś zastanawiały się czy mają prawo włączać (niby autonomicznie, ale jednak) Tybet w swoje granice? Czy oni kiedyś zastanawiali się, czy mają prawo bić, mordować?
Po za tym widzę, że jesteś kolejną osobą która nawet “nieprzychylność pogody” zgoni na USA. Wszystko co złe na świecie, to wina USA. Tragedia z WTC to ich wina, problem na Białorusi, konflikt Korei Północnej z Południową za pewnie też. Wydaję mi się nawet, że w mniemaniu ludzi takich jak Ty powinni oni nas także przeprosić za wywołanie Drugiej Wojny Światowej i za nasze rozbiory. Ludzie przestańcie popadać ze skrajności w skrajność. Amerykanie mają bardzo dużo za skórą, tak samo jak i Polacy, Rosjanie, Chińczycy i większość nacji na świecie, ale jeśli mam być szczery to już wolę, żeby to oni rozdawali karty. Przynajmniej są przewidywalni…
Odnosząc się do reszty. Guantanamo mnie nie interesuje, dla mnie terrorystów mogą nawet na Księżyc zsyłać. Co do wojny w Iraku, jeśli by Ci wysadzili całą rodzinę wraz z tysiącami innych ludzi - pewnie pisałbyś inaczej (i pomijam tu kwestie ropy, władzy, pokazania siły, itp. bo każdy głupi potrafi zobaczyć, że to też były jedne z przyczyn).
Antananarywa89, masz rację - USA prowadza grę, a polityka międzynarodowa, jak każda polityka jest brudna. Na Nieszczęściu ktoś zbija kapitał. Ale ja mam w nosie Stany Zjednoczone i politykę międzynarodową. Jeśli niezalezni obserwatorzy donoszą o wciąż nowych przypadkach prześladowań, to ja mam wszelką politykę głęboko w … poważaniu. Nie obchodzi mnie to. I uważam że takie argumenty, jakkolwiek się do nich nie odnieść, w najmniejszym stopniu nie znoszą konieczności zabierania głosu w sprawie prześladowań.
Piszesz o Iraku, Guantanamo i podobnych sprawach. Dobrze, ale umówmy się, ze to też nie jest argument, choć oczywiście masz rację, co do konieczności mówienia także i o tym, Ale chyba nie chcesz mi powiedzieć, że argument ‘wszędzie źle się dzieje’ ma przemawiać za nie robieniem niczego?
I ustalmy, że kwestia Tybetu nie ‘wyszła na jaw’. Być może ty sam, lub inni podzielający Twój pogląd, zauważyli ją dopiero teraz. Ale to się dzieje od lat. A właśnie Olimpiada to doskonały pretekst, żeby powiedzieć o tym głośno i zostać zauważonym. Skorzystać z medialnego zamieszania, jakie teraz bez wątpienia ma miejsce.
Antananarywa89:
A czy nie pamiętacie, co było gdy Giertych powiedział, iż trzeba uświadamiać Polaków o źle, które istnieje w Iraku i jest z winy USA? http://bi.gazeta.pl/im/9/3721/m3721969.jpg
Ambasador USA zażądał dymisji Giertycha. Tylko proszę - nie piszcie, że jestem słuchaczem RM i modlę się do LPR (zdecydowanie nie); to tylko przykład.
Czy obecnie wiemy, ile ludzi zginęło w Iraku z powodu strat wojennych? Nikt tego nie wie. Zobaczcie, jak śmieszne i kłamliwe są statystyki sił “stabilizujących” (= demokratycznych, wolnych,…) Specjaliści z Bloomberg School of Public Health Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa mówili, że do 2006 r. (!) mogło zginąć nawet 600 tys. cywilów! A wszyscy tylko w mediac wspominają o ofiarach ze strony USA, W. Bryt. … Dlaczego nie ma żadnej strony o działaniach USA, a dużo jest o Tybecie, Czeczenii itd.?
Kto w Polsce jest świadomy, że z winy prowadzonej przez Busha wojny zginęło znacznie więcej ludzi niż z winy rządów autorytarnych S. Husajna? Dlaczego USA zabiły S. Husajna łamiąc konwencje genewską i ONZ?
Ja jestem przeciw łamaniu praw człowieka w Tybecie. Ale nie chce dawać poczucia spełnionej misji doktrynacji dla USA, które chcą, aby świat był JEDNOPOLARNY i panowały podwójne standady.
Patrycja:
Swietny i rzeczowy artykul, oby wiecej takich !
annas:
Antananarywa89, masz w wielu kwestiach rację i o imperialnej polityce USA moglibyśmy dyskutować długo, zapewne zgadzając się niejednokrotnie.
Tylko, koniec końców, jaki to jest argument w sprawie Tybetu.
Może źle cię rozumiem, ale dla mnie to brzmi jak:
“Nie pomogę sąsiadce nieść zakupów, bo pomaga jej Franek, którego nie lubię…”
Nauczmy się oddzielać pewne sprawy od siebie- przede wszystkim, swoją postawę wobec Tybetu od swojej postawy wobec towarzyszących mu zjawisk, także politycznych.
Napisz komentarz