Testament Dalajlamy
W piątkowym wydaniu Dziennika ukazał się bardzo ciekawy tekst na temat Tybetu i Dalajlamy. Jeśli ktoś nie zdążył nabyć po moim blipnięciu - nic straconego. Dziś znalazłem wersję online całości. Poniżej fragmenty artykułu.
Najgorsze dla Tybetu dopiero miało nadejść. Ziemię rozdano chłopom, by zaraz ją skolektywizować. W czasie rewolucji kulturalnej (1966 - 1976) kraj najechało chińskie wojsko i hunwejbini. W imię walki z “feudalnym zabobonem” klasztory plądrowano, palono i bombardowano, łącznie z bezcennymi rzeźbami i księgami. Mnichom i mniszkom nakazano życie świeckie, opornych zmuszając m.in. do publicznych stosunków. Na Dachu Świata powstała sieć obozów pracy i więzień, w których tortury były na porządku dziennym.
Tybetańczycy na wygnaniu obliczyli, że do odwilży pod koniec lat 70. zginęło 1,2 mln ich rodaków. Zachodni badacze mówią o 300 - 800 tys. ofiar chińskiego terroru.
Takie statystyki pozwalają przypuszczać, że realna liczba ofiar mogła wahać się tuż pod granicą 1 miliona. Jeśli to nie jest ludobójstwo przeciw, któemu każdy cywilizowany człowiek powinien protestować to gdzie są granice?!
Tragedia Dalajlamy polega na tym, że Chińska Republika Ludowa to nie Imperium Brytyjskie. Wyrzeczenie się przemocy i agresji robiło wrażenie na Anglikach, ale dla chińskich przywódców to po prostu oznaka słabości - mówi Adam Kozieł. I dodaje: - Fantastyczne hasło o rzekomej łagodności, powtarzane jako propaganda przez tybetańskie władze, dodatkowo komplikuje sytuację i daje argument do ręki Pekinowi. Kiedy teraz wybuchły zamieszki w Lhasie, Chińczycy najpierw sfilmowali wściekły tłum niszczący sklepy, a dopiero potem zabrali się do pacyfikacji. Chińskie media mogą teraz powtarzać, że Dalajlama to kłamca, który wygłasza puste frazesy o pokoju.
Chiny wyciągnęły rękę do Tybetańczyków dopiero w 2002 r., kiedy zaklepały już sobie prawo do organizacji igrzysk. Wysłannicy Dalajlamy podjęli nową serię rozmów, które znów spełzły na niczym. - Piłka jest teraz po chińskiej stronie, ale Pekin nie przejawia żadnej woli dialogu. Rozmowy utknęły w martwym punkcie, bo Dalajlama pragnie poszanowania dla naszej kultury na całym obszarze historycznego Tybetu, a Chiny chcą rozmawiać tylko o Tybetańskim Regionie Autonomicznym, który stanowi zaledwie połowę kraju - mówi Tsering Tashi, przedstawiciel emigracyjnego rządu tybetańskiego w Londynie.
Cały artykuł daje świetny pogląd na to jak zmieniały się relacje międzi Chinami i Tybetem w zależności od uwarunkowań międzynarodowych. Jaki wpływ na na postawę Chińskich władz (ale i Dalajlamy) miały działania podejmowane choćby przez USA, które dofinansowywało swego czasu Tybet (do momentu kiedy Wuj Sam uznał, że w walce z ZSRR lepiej mieć Pekin po swojej stronie)
Nieporozumieniem jest więc twierdzenie, że nic w sprawie Tybetu nie da się zrobić.
To jeden z ważniejszych elementów spuścizny, którą pozostawi po sobie Dalajlama” - mówi Adam Kozieł. “Jeśli kiedykolwiek pojawi się szansa, by uchodźcy wrócili do kraju, zaniosą tam demokratyczne instytucje nadal nieznane w Chińskiej Republice Ludowej
Tybetańczycy są przygotowani do samodzielności. W przeciwieństwie do Afgańczyków, których Amerykanie usilnie próbują uszczęśliwić mimo ich oporu. Niestety nikt nie ma interesu - ani gospodarczego ani politycznego - w pomaganiu Tybetowi.




Obee
Lanooz
Fanatyk
Thion
Dominik Kaznowski
Adam Klimowski
Tomek Chmiel
Homikus
Patrycja Makowska
Anna Sondej






