Pojawiają się rozmaite głosy twierdzące jakobyśmy namawiali do bojkotowania olimpiady, popierali nie uczestnictwo naszych sportowców w uroczystości otwarcia etc. Autorzy tych tez często mijają się z prawdą a niejednokrotnie ich rozumowanie jest… dalekie od zasad logiki. W związku z tym wyjaśniam co jest a co nie jest celem FreeTibet.pl.
Zdecydowanie namawiamy do wszelkich działań, które zwiększają świadomość problemu. Przy czym problemem jest nie tyle sam fakt zorganizowania Olimpiady w Chinach, ale brak punktów wspólnych między ideami olimpijskimi a działaniami władz Chińskiej Republiki Ludowej. Celem naszych działań nie jest obalenie władz chińskich - o nie, aż tak naiwni nie jesteśmy, proszę nas nie przeceniać. Jednak na pewno chcielibyśmy, między innymi poprzez nawiązywanie współpracy z różnymi organizacjami, nagłośnić ten problem na tyle na ile się da.
Dlaczego obudziliście się dopiero teraz?
“Obudziliśmy się” ponieważ olimpiada jest świetną okazją aby zwrócić uwagę na problem przestrzegania praw człowieka w ChRL. Ludzie aktywnie poszukują informacji o tej imprezie, media żywo się nią interesują - słowem jest to idealny czas na to by realnie coś w tej materii zdziałać!
(Tybetańczycy też tak uznali, bo właśnie teraz w ich kraju trwają protesty przeciwko okupacji Chińskiej - a kiedy mamy ich wspierać, jeśli nie wtedy, kiedy sami po raz kolejny podnieśli się do walki? - dop. Obee)
Przecież jedyne co robicie to lansujecie się / pozycjonujecie w sieci!
No tak. Oczywiście! Podobnie lansował się przez długie lata Jacek Kuroń a teraz nadal usilnie lansują się działacze Amnesty International czy innych organizacji.
Odnośnie pozycjonowania - nie wątpliwie akcja pod domeną nie mając nic wspólnego z naszymi prywatnymi stronami świetnie je pozycjonuje. Osobiście nic mi nie wiadomo żeby Google posiadało tak działające algorytmy indeksujące ale jeśli ktoś mnie do tego przekona jestem gotów poddać się publicznemu linczowaniu.
Przecież to nic nie zmieni!
Dyskutując możemy zmienić nastawienie kilku najbliższych znajomych, otworzyć oczy kilku ludziom, a od tego zaczyna się zmienianie świata.
Tak jak napisałem na początku - nie zmienimy rządu ChRL w ciągu miesiąca czy dwóch. Możemy jednak zacząć mówić o tym innym ludziom: znajomym, rodzinie etc. Jeśli przekonamy ich a oni przekonają choć część ze swoich znajomych to już będzie coś! Najtrudniej bowiem zmienić jest ludzką mentalność. Pamiętacie przedwyborcze akcje z serii “Mój głos…”?
Nie tylko na wyborach Twój głos nie jest jeden. Opinia publiczna - to jedyny bat nad głową polityków. Nasze zdanie się liczy. Nasze zdanie jest ważne. To nasze zdanie decyduje o tym kto reprezentuje kraj a więc również o tym czy i jakie działania polityczne czy gospodarcze zostaną podjęte przez nasze rządy!
Dlaczego zmuszacie ludzi do…
O nie! Nikogo do niczego nie zmuszamy! Nie stosujemy żadnego szantażu psychicznego ani nic z tych rzeczy! Poparcie dla akcji jest tak dobrowolne jak oddanie głosu w wyborach. Rozumiem, że ktoś może mieć na tą sprawę odmienny pogląd i popierać prawo Chin do pacyfikowania pokojowych demonstracji, cenić sobie czasy Fidela na Kubie czy PRL. Jest mi trochę smutno, że w kraju z takim bagażem historycznym ludzie miewają takie poglądy, ale rozumiem, że w każdym społeczeństwie musi się trafić jakaś grupa o poglądach w ten czy inny sposób odbiegających od pewnych oczywistych norm. Nie chcemy tych ludzi angażować na siłę. Nie widzę w tym większego sensu.
Osobiście wolałbym docierać do ludzi o otwartych umysłach; takich, którzy rozumieją, że pewne podstawowe standardy muszą być przestrzegane wszędzie, bo w innym wypadku grozi nam powstawanie groźnych precedensów i odstępstw… ale to już inna historia.
A co z resztą świata? Są również inne regiony czekające na rozmaitą pomoc.
Doskonale to rozumiemy. Jednak jak już zauważono - świata nie zbawimy. W związku z tym zamiast starać się zbawiać cały świat próbujemy zmienić go choć troszkę na lepsze. Oczywiście można twierdzić, że nie mamy szans i stać biernie z boku i tylko się przypatrywać, ale można też spróbować działać z nami.
Józef Piłsudski - jeden z nielicznych mężów stanu jakich się Rzeczpospolita doczekała powiedział kiedyś: Gdy w życiu mądra spotka cię przestroga: głową muru nie przebijesz – nie wierz temu.
Eragon: Miłość, rodzina, niezwykłe czyny – wszystko znika, pozostawiając pustkę. Jaką wartość ma to, co robimy?
Saphira: Samo działanie jest wartością. Twoja wartość znika, gdy rezygnujesz z chęci do zmian i doświadczania życia. Masz jednak wybór, dokonaj go i poświęć mu się. Czyny te dadzą ci nową nadzieję i poczucie celu.
Eragon: Ale co mam zrobić?
Saphira: Jedynym prawdziwym przewodnikiem jest serce Nie pomoże ci nic prócz przemożnego pragnienia.
Mam poważne wątpliwości czy wielkie koncerny odczują jakieś straty z powodu nie kupowania ich produktów z powodu sponsorowania olimpiady. Taka akcja musiała by być wsparta wielką kampanią reklamową w mass-mediach. Co kompletnie nie będzie mi przeszkadzało zwracać większej uwagi na to co i jakiej firmy kupuję.
Można również powstrzymać się od oglądania relacji w TV. Osobiście zapewne nie będę miał z tym najmniejszego problemu, jednak rozumiem, że nie każdemu przyjdzie to z łatwością.
Uważam, że większym problemem niż nasze zachowanie jest to co powinni zrobić działacze i sportowcy. My musimy się rozliczyć każdy z własnym sumieniem i wedle niego oceniać w jaki sposób będziemy (lub nie) bojkotować Igrzyska. Sportowcy podlegają troszkę innym regułom. Uważam, że nie po to trenowali długie lata aby teraz zrezygnować z życiowej szansy. Zawodnicy powinni wystartować w zawodach. Działania powinni podjąć działacze! (w sumie zabrzmiało jak oczywista oczywistość) Myślę, że rezygnacja z uczestnictwa w ceremonii otwarcia mogła by być mało bolesnym dla naszych sportowców rozwiązaniem, które jednocześnie miałoby znakomity wymiar symboliczny.
Oczywiście, że jestem przeciw łamaniu praw człowieka gdziekolwiek i przez kogokolwiek, nie tylko w Tybecie. Natomiast jakiekolwiek akcje w stylu freetibet mnie nie przekonują - udzielenie słów poparcia i strzelenie mniej lub bardziej egzaltowanej mowy jak to kocham wolność i Tybet (nie mówię o tym artykule, lecz w szerszym sensie) - to są puste słowa, za którymi nic nie kryje, to nic nie kosztuje. Naprawdę, moim zdaniem lepiej przykładowo wyrzec się 10 minut snu i pomóc komuś w drobnej rzeczy niż manifestować swoje poparcie dla Tybetańczyków, a często tym się obnosić i czuć się jak buntownik. Myślę, że wszyscy poza psychopatami są przeciwni zabijaniu niewinnych ludzi i nie trzeba tego specjalnie podkreślać. Pozdrawiam
Co ma związanego popieranie takich “idei” z buntem?? Wydaje mi się, że to polega raczej na próbie solidaryzowania się z uciskanymi. Nikt nie powiedział, że wchodząc na tą stronę, czytając artykuły, a potem rozmawiając o tym np. ze znajomymi ktoś odbiera Ci mozliwość pomocy innemu człowiekowi … ale ta pomoc to jest rzecz którą możesz robić codziennie … a wszystkie “manifesty” zwrócone w tą strone tak naprawde teraz mają największą racje bytu … cału świat patrzy na ten region … a to całe zamieszanie jest po to, żeby popatrzyl w odpowiedni sposób :) Prawda jest taka, że jest masa osób interesujących się problemami łamania Praw Człowieka … ale większość czerpie info właśnie z takich akcji ( patrz Sudan ) … była głośna akcja ze zbiórką wody … wszyscy wiedzieli “o co kaman” … ludzie przestali mówić … nikt nie wie co sie tam dzieje … niekażdy codziennie wchodzi na stronke Amnesty :) … zreztą “Ruch skrzydeł motyla na jednym końcu świata, może spowodować huragan na drugim” :) pozdrawiam :)
Michał, dlaczego po przeczytaniu tylu treści nadal mówisz “manifestować swoje poparcie”?
Ile kurcze mamy pisać o celach i zamierzeniach!?
To nie jest słowa puszczane w eter, te słowa są wypowiadane przez nas żeby dotrzeć do ludzi! Mówić o tym! A co dalej, to już nie będę się powtarzać po raz kilkunasty.
Heh, tylko nie Piłsudski. Z tego co pamiętam to piłsudczycy marzyli o koloniach w Afryce i biciu Moskala, a nie o Wolnym Świecie.
Jakiej by daty nie obrać - zawsze można zapytać: “A dlaczego teraz się obudziliście?” To pytanie nie ma sensu. Można odpowiedzieć: “A dlaczego by nie? Każdy dzień jest dobry by się obudzić.”
To samo z wiecznymi argumentami typu: “Świata nie zmienisz.”, albo “Dlaczego bronicie Afryki? W Boliwii też umierają ludzie!” itp.
Durne próby wykazania, że jakakolwiek działalność społeczna nie ma sensu bo “to nic nie da”.
Nie kryje się za tym nic więcej niż próba usprawiedliwienia własnej postawy.
Osoba, której nie podobają się przyjęte metody - przynajmniej proponuje lepsze (i je stosuje!). Osoba, która chce się usprawiedliwić - tylko krytykuje metody innych.
Co robimy?
Zapraszam do Gdańska 8.05 na wystawę fotografii i spotkania z podróżnikami o Tybecie i prawach człowieka. Zapraszam na Bałtycki Festiwal Nauki 29.05-01.06, gdzie Tybet też wtrąci swoje trzy grosze… Zapraszam do słuchania Radia Gdańsk. Zapraszam do udziału w pilnych akcjach Amnesty International, gdzie piszemy o uwolnienie mnichów, zapraszam do udziałuu w demonstracjach, happeningach, dyskusjach, spotkaniach w CAŁEJ POLSCE!
Zapraszam do Chin, gdzie ludzie, w pewien sposób “uświadomieni” przez takie akcje jak ta, będą nosić pomarańczowe ubrania na znak solidarności z Tybetem. Zapraszam do lektury artykułów, do przejrzenia zawartości tej i innych stron. FreeTibet.pl to tylko punkt wyjścia do działań.
Studentka z Kanady - kierunek East Asian and Asia Pacific Studies:
“Tybetańczycy też tak uznali, bo właśnie teraz w ich kraju trwają protesty przeciwko okupacji Chińskiej”
Przepraszam, ale ta wypowiedz jest niedorzeczna. Nie ma zadnej OKUPACJI CHINSKIEJ, i TYBETANSKIEGO KRAJU. Jak juz pisalam wczesniej, wykrzykujac swoje pro-wolnosciowe i pro-demokratyczne hasla powinniscie byc odrobine bardziej zaznajomieni z historia i specyfika regionu, bo niestety wraz z podnoszeniem tonu swojej wypowiedzi nie sprawiacie, ze bedzie ona bardziej wiarygodna - na takie slogany ludzie sa podatni i latwo je podchwytuja (co zachodnie media nieustannie wykorzystuja manipulajac opinia publiczna), ale przy tym przykladacie reke do popularyzowania p-o-l-p-r-a-w-d!
Skad pomysl, ze cala reszta swiata tylko marzy o systemie na wzor tej naszej zachodniej demokracji? Skad wiecie czego domagaja sie Tybetanczycy? Skad taka pewnosc, ze domagaja sie czegokolwiek zblizonego do tego o co “walczycie”?
Tybet stanowi kulturowo i historycznie integralna czesc Chin. Tybetanczycy domagaja sie respektu dla ich etnicznej odmiennosci i wiecej niezalnosci w administracji swojego regionu. Gdyby nie Chin Tybet bylby podupadly regionem biednych ludzi, ktorych przetrwanie uzaleznione jest od matki natury. Rzad chinski niesamowicie wspiera rozwoj PROWINCJI Tybetu, powstaja szkoly, nowoczena infrastructura.
Po co sie wtracac w sprawe o ktorej macie znikome pojecie?
Jest tyle do zrobienia w Polsce, tyle do zmienienia - nasz kraj potrzebuje waszego zapalu i determinacji znacznie bardziej niz Tybetanczycy.
Studentka z Kanady - kierunek East Asian and Asia Pacific Studies: “Skad pomysl, ze cala reszta swiata tylko marzy o systemie na wzor tej naszej zachodniej demokracji? Skad wiecie czego domagaja sie Tybetanczycy? Skad taka pewnosc, ze domagaja sie czegokolwiek zblizonego do tego o co “walczycie”?”
Myślę, że wynika to z pewnej pychy i przekonaniu o tym, że zachodni model cywilizacji jest jedyny poprawny.
“Jest tyle do zrobienia w Polsce, tyle do zmienienia - nasz kraj potrzebuje waszego zapalu i determinacji znacznie bardziej niz Tybetanczycy.” Zgadzam się w 100%.
Doceniam, że udało się Wam (i nie tylko) nagłośnić ten problem, dobrze, że ktoś się tym zainteresował, ale poza zwiększeniem świadomości nie widzę żadnego większego sensu tej akcji. Demonstracje, happeningi, spotkania to niewymagający sposób na usprawiedliwienie się, nie ma to jak popijając kawę pooglądać sobie film o Tybecie.
to co proponujecie? bo ta krytyka do niczego nie prowadzi… nasze działania są natomiast oparte na twierdzeniu, że informacja to potęga i to na niej należy się skupić.
dla Was (Studentko z Kanady i Michale) jest to może oglądanie filmów o Tybecie przy kawie, dla nas są to akcje, które mają pokazywać, że Świat Zachodni pamięta o Tybecie nie tylko w kontekście hollywoodzkich filmów, tak?
Zdolna Studentko z Kanady, rozumiem, że Twoja wiedza wynika z długotrwałych i żmudnych studiów na uczelni, ale podejrzewam, że w tym kraju daleko jest Tobie do raportów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka czy Amnesty International… Nam nie chodzi o wyzwolenie Tybetu jako kraju, autonomicznej jednostki, tylko o wyzwolenie ludzi - więźniów systemu koministycznego, więźniów sumienia. Sama wykazujesz zachodni sposób myślenia o religii jako o zacofaniu. Fakt, kraj był zacofany i odcięty od Świata przez kilka wieków, ale w tym zacofaniu był poniekąd szczęśliwy. Zreszta nie w tym rzecz. Czy uważasz, że to w porządku, aby w latach 1959-1976 w Tybecie z 6 259 klasztorów pozostało tylko 8? Czy uważasz, że to w porządku że tysiące Tybetańczyków przebywa w obozach pracy, jest katowanych i torturowanych w więzieniach za wyrażanie swoich poglądów.
Rozumiem, że demokracja nie jest rozwiązaniem w wielu krajach, ale myślę, że prawa człowieka powinny być respektowane w każdym z nich.
Zresztą, skoro uważasz, że w Polsce jest tyle do zrobienia, to czemu nie studiujesz tu, w Polsce, prawa, medycyny czy ekonomii, ale w dalekiej od polskich realiów Kanadzie kierunek Asian Studies? Przeiceż tyle jest w Polsce do zrobienia, a nei tam gdzieś na Wschodzie…
A, jeszcze jedno. Chiny nie budują szkół dla Tybetańskich dzieci, te są od edukacji odsunięte. Chiny budują bardzo drogie szkoły dla dzieci Chińskich. Dziecko tybetańskie, które nie zdobędzie wykształcenia, nie ma szans na dobrze płatną pracę w rozwijającej sie, jak to nazwałaś, prowincji, a tym samym pozostaje na tej samej stopie życiowej, co jego rodzicie i nie może posłać do szkoły swojego potomstwa, które bez wykształcenia… i koło się zamyka…
A uważasz, że infrastruktura, która składuje odpady nuklearne w sposób niezabezpieczony, albo doprowadza do wyginięcia zagrożonych gatunków (panda! i antylopa cziru - obie są maskotkami Igrzysk)? jeśli tak, to gratuluję…
Studentka z Kanady - kierunek East Asian and Asia Pacific Studies:
Kodama - nie rozumiem skad w Tobie tyle cynizmu, i dlaczego skupilas/sie na fakcie, ze studiuje w Kanadzie. Czego wyrazem ma byc przymiotnik “zdolny”? kpiny?
W Kanadzie studiuje od roku, w Polsce sie wychowalam i mieszkalam cale zycie, i mysle, ze nie Tobie jest mi oceniac do czego mi blisko, a do czego daleko. Nie zamierzam sie licytowac.
Studiuje w Kanadzie, bo w Kanadzie jak malo gdzie indziej na swiecie spoleczenstwo cywilne jest gleboko i aktywnie zakorzenione w filozofie “dzialal lokalnie, mysl globalnie”. Studiuje w Kanadzie bo interesuje mnie tematyke miedzynarodowa, a gdzie lepiej taka zglebiac niz w panstwie gdzie kultura jest multikulturalizm. Swoja wiedze mam zamiar wykorzystac do prostowania blednego postrzegania Dalekiego Wschodu i budowania obustronnego zrozumienia, a zaczynam od wlasnie takich portali jak Wasz - wcale nie krytykujac samej wagi informowania o wydarzeniach w Tybecie.
Mialam stycznosci i z Chinczykami, i z Tybetanczkami. Znam argumenty po obu stronach. A to w jaki sposob je formuluje jest faktycznie wyrazem tego, ze orientuje sie w KONKRETACH. I nie zaprzeczam, ze Twoje argumenty maja podstawy, ale b.latwo jest przechylic szale w jedna lub druga strone.
1) Chiny maja znacznie lepszy wskaznik odpowiedzialnosci wobec srodowiska niz np. US. Odpady nuklearne/giniecie gatunkow to fajnie brzmiace hasla, ktore mozna przylepiec kazdemu kraju, i Chiny nie sa zadnym wyjatkiem. Jesli sie chce atakowac to zawsze znajdzie sie sposob.
procent emisji co2 przez pop. jako % pop.swiata:
USA 21.4/4.6 = 4.7
China 18.8/20.4= 0.9
Russia 5.8/2.2 = 2.6
Germany 3.0/1.3 = 2.3
UK 2.0/0.9 = 2.2
2) Dziecko Tybetanskie ma mozliwosci podniesienia standartu zycia swojej rodziny dzieki dynamicznie rozwijajacej sie gospodarce chinskiej, i mozliwosc zdobycia dobrego wyksztalcenia, ktorego cena jest nauka chinskiego, tak jak dla nas jest w tym momencie nauka angielskiego. Oczywiscie rzad Chinski powinien wykazac wiecej dobrych checi w podtrzymywaniu przy zyciu kultury Tybetanskiej, ale tak sie sklada, nie zawsze dobre checi wystarczaja, i sa pewne priorytety dla panstwa tak ogromnego jak Chiny.
3) Tybetanczycy katowani w wiezeniach? a z ktorego roku to sa informacje? Chiny - komunistyczne? proponuje lekture bardziej na czasie, bo w Chinach komunizm ma niewiele wspolnego z wydzwiekiem tego slowa.
kazdy medal ma 2 strony, nieprawdaz?
Twoj cynizm i ironia i kpina sa naprawde niesmaczne. Ale byc moze taki jest styl dzisiejszych polskich “aktywistow”…
Kodama - argumenty o wyginajacych gatunkach i szkolnictwie sa takie nonsensowne…
Wyginajace gatunki - pomysl ile afrykanskich zwierzat jest na skraju wyginiecia, bo jakas zachodnia gwiazdeczka, albo “prosperujacy” biznesmen chca miec futerko albo buty z krokodylej skory. Pomysl ile sloni wyginelo po to, zeby panieneczki nosili bizuterie, a muzycy grali na swoich pianinkach czy tez fortepianach. Jesli jestes taki pro-environmental to prosze bardzo, do Afryki albo Amazonii i przywiazuj sie do drzew, a nie pisz mi tutaj, ze w Chinach ginie mis i antylopka.
Szkolnictwo - i zastanow sie o czym ty w ogole piszesz. Chiny buduja szkoly w Tybecie, z tym ze wymagaja nauki Chinskiego - nie widze co w tym dziwnego. Dla zobrazowania sytuacji pomysl sobie, ze z wielkiego patriotyzmu dla Polski nie uczysz sie angielskiego, francuskiego, czy hiszpanskiego (a ktorys z tych jezykow jest obecny w szkolach; coraz wiecej jest liceow wykladajacych po angielsku, albo tworzacych dwujezyczne klasy) pozniej oczekujesz, ze dostaniesz dobra oferte pracy. Droga w Tybecie jest otwarta dla wszystkich.
Studia w Polsce? Nie rozsmieszaj mnie. Dziekanaty to watachy socjalistycznych sekretarek, ktore nie potrafia dobrze obsluzyc komputera, a co dopiero wydukac cos w obcym jezyku. Niewiele pomoga, a jak moga to utrudnia. Prawo? Jak nie masz rodziny prawniczej albo dobrych znajomosci to nic nie osiagniesz. Medycyna? W zasadzie to samo. Idz na jakikolwiek wydzial medycyny i spytaj sie ludzi kim sa ich rodzice. Kazdy kto mialby szanse wyjechalby na studia z Polski. Zreszta, nikt nie powiedzial, ze Studentka z Kanady do Polski po studiach wrocic nie chce, prawda?
Swiat zachodni pamieta o regionach typu Tybet, tylko jesli jest to w jego interesie. W Rwandzie, czy tez Darfurze jakos twoj zachodni, pelen idealow, praw czlowieka i demokracji swiat nie zareagowal, chociaz dzialy sie rzeczy duzo gorsze niz w Tybecie. Zeby nie bylo, ze posluguje sie haslami, prosze, troche konkretow:
Rwanda:
-Od kwietnia do lipca 1994 roku zginelo 800,000 ludzi
- Bill Clinton nie zrobil nic. Zamiast pomoc powiekszajac liczbe “peacekeepers” z 2500 do 5000 swoimi wplywami pomniejszyl ja do 500,
Darfur:
- wedlug roznych danych okolo 70,000 osob zginelo w wyniku ludobojstwa, a ponad 1.8 miliona zostalo zmuszonych do przemieszczenia,
- George Bush oraz Colin Powell unikali slowa ludobojstwo, bo gdyby pojecie ludobojstwo zostalo uzyte, swiat zachodni musialby interweniowac (the Genocide Convention z 1948 roku oraz glowne zalozenie “never again” - mowa oczywiscie o Holokauscie),
- Ostatecznie najpierw Powell a pozniej Bush bo namowach Amerykanskiego Kongresu przyznali, ze to co ma miejsce w Darfurze jest ludobojstwem. Skutkow nie mialo to zadnych, bo zadna zachodnia pomoc tam nie dotarla.
Na koniec przytocze tutaj cos, co nazywa sie Issue-attention cycle. Jest to pieciostopniowa sekwencja, przez ktora przechodzi wiekszosc cywilizacyjnych/srodowiskowych/spolecznosciowych problemow.
1) Pre-problem - w skrocie: cos nieporzadanego ma miejsce, ale brak publicznej uwagi,
2) Alarmed discovery and euphoric enthusiasm - spoleczenstwo dowiaduje sie o problemie, jest przestraszone, ale tez przekonane, ze problem musi byc rozwiazany,
3) Na tym etapie okazuje sie, ze koszty (materialne oraz niematerialne) jakichkolwiek zmian sa duze - rozwiazanie problemu nie bedzie proste,
4) Tutaj publiczne zainteresowanie zaczyna upadac, poniewaz konca nie widac, i decyzje do podjecia sa zbyt trudne,
5) Post-problem: temat, ktory w punkcie drugim zainteresowal ludzi, znika z szeroko rozumianej publicznej debaty.
Tybet: na razie punkt numer 2) - ciekawe jak dlugo to potrwa. Swoja droga temat zaczyna byc oklepany, prawie jak Holokaust.
Konstruktywna krytyka sluzy temu, zeby pokazac opinie innych ludzi na dana sprawe. Publiczna debata pozbawiona konstruktywnej krytyki robi sie wyjalowiona, denna papka ktora ma na celu zmanipulowanie opinii publicznej. Bedac cynikami, bo ktos ma inne zdanie od waszego, nic nie osiagniecie. Przestancie byc fanatykami i pozwolcie na polemike.
Mam wrazenie, ze od dwoch miesiecy, zachodni swiat wytyka Chinom to, przez co sam przechodzil, albo wypomina te same grzeszki, co sam uczynil. Litosci!
Te wszystkie akcje w obronie Tybetu to żenada. Czym są problemy tybetu w porównaniu z milionami ludzi wymordowanymi przez Amerykanów w Iraku, Afganistanie, Wietnamie i dziesiątkach innych krajów. Chcecie bojkotować to bojkotujcie Busha i jego ekipę.
“Te wszystkie akcje w obronie Tybetu to żenada. Czym są problemy tybetu w porównaniu z milionami ludzi wymordowanymi przez Amerykanów w Iraku, Afganistanie, Wietnamie i dziesiątkach innych krajów. Chcecie bojkotować to bojkotujcie Busha i jego ekipę.”
Są różne problemy. Większe i mniejsze. Jeśli nawet uznać problem Tybetu za mniejszy, to nie znaczy to, że można go w ogóle pominąć, dlatego ja np. nie pozostaję obojętny.
W świetle ostatnich pacyfikacji w Tybetańskim Regionie Autonomicznym zaczęto śmielej zastanawiać się nad tym, czy słuszna była decyzja MKOl-u o przyznaniu Chińskiej Republice Ludowej organizacji igrzysk olimpijskich. Oczywiście nie ma sensu t…
Rada miasta przyznała tytuł honorowego obywatela Wrocławia Dalajlamie.
O przyznaniu Dalajlamie honorowego obywatelstwa „Civitate Wratislaviensis Donatus” radni miejscy zdecydowali wczoraj. Tytuł ten przyznawany jest raz w roku, 24 czerwca. Za przyznaniem wyróżnienia własnie Dalajlamie opowiadał sie prezydent i przewodnicząca rady miasta. Zdaniem prezydenta Dutkiewicza, gest taki był bardzo potrzebny, w obliczu niedawnych wydarzeń w Tybecie. Jego zdaniem Wrocław jest miastem zrodzony z wolności, a uhonorowanie Dalajlamy stanowi gest pokazujący stosunek wrocławian do sytaucji w Tybecie. Być może nadanie honorowego obywatelstwa odbedzie się już pod koniec czerwca, choć, jak zaznaczył Dutkiewicz, ewentualna wizyta Dalajlamy w tym terminie jest mało prawdopodobna.
Sztafeta z ogniem olimpijskim dotarła w czwartek na Mount Everest, najwyższą górę świata - poinformowała chińska telewizja państwowa, ukazując jednocześnie zdjęcia alpinistów zapalających na szczycie pochodnię. Chińskie władze, aby uniknąć protestów, aż do ostatniej chwili ukrywały moment wniesienia pochodni na Mount Everest.
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom władz chińskich, Tybet pozostanie zamknięty dla turystów do samego końca Olimpiady, a nie jedynie do 1. maja. Chiny spowolniły także proces wydawania wiz i przestały wydawać wizy uprawniające do wielokrotnego wjazdu na teren ChRL.Wszystko wskazuje więc na to, że chińskie władze dokładają wszelkich starań, aby pozbyć się z Tybetu niepożądanych świadków.